
Pomysł wyjazdu na karaiby powstał w naszych głowach w marcu. No i zaczęło się. Internet jeszcze raz internet ,wszystko załatwiliśmy bez wychodzenia z domu. Poszukiwanie ofert ułatwił portal
www.wakacje.pl, wszystko w jednym miejscu.
Ofert mnóstwo ale oferta ofercie nie równa. Różne ceny i w dzisiejszych czasach ciężko o wiarygodność biura turystycznego. Podługich poszukiwaniach ustaliliśmy
Dominikana hotel Barcelo Talanquera.
Jak się pózniej okazało to był strzał w dziesiątkę.W ostatniej chwili Pan Krupski z biura polecił nam hotel Barcelo Dekameron,ele z tego co później zobaczyliśmy to są równorzędne hotele (200m od siebie) z lekką przewagą dla Barcelo Talanqery.
Jako ze była to oferta last minute to i tempo było też ostre.Przelew bankowy zrobiliśmy o 14,45 w dniu ataku terorystycznego (w New Yorku) ale płacąc nie wiedzieliśmy o tym co się stało. Jak wiedzieliśmy czekało nas ponad 10 godz. w samolocie,ale odwrotu już nie było.Pakowanie się,oczekiwanie na bilety. Wtorek rano są,w środę wieczorem wyjazd. Po sześciu godzinach szybkiej jazdy jesteśmy w Berlinie na lotnisku Schonefeld.
Cztery godziny oczekiwania na lotnisku, odprawa (nie widać żadnych podwyższonych środków ostrożności) i jesteśmy w końcu pierwszy raz w życiu w samolocie Boening 767 lini LTU. Start ostra jazda 3min.i osiągamy wysokość 10km. Miła obsługa więc 10 godz mija znośnie szybko.Lądowanie,brawa dla pilota wychodzimy z samolotu.
Wychodzimy z samolotu i szok termiczny temperatura przez pierwszy tydzień na Dominikanie była około 26 C, nawet kamera przestała dziać po momentu aklimatyzacji (jakieś 6 godz). Myśmy doszli do siebie po dwóch dobach. Lotnisko robi wrażenie, wielka hala odlotów cała kryta liściami palmowymi.
Pierwsze spotkanie z przedstawicielem biura turystycznego FTI i już wychodzą braki języka angielskiego.(Na Dominikanie obsługa posługuje się znakomicie językiem niemieckim, angielskim, francuskim i swoim ojczystym hiszpańskim.) Jeszcze trzy godziny transferu klimatyzowanym autokarem .
Pierwszy widok Dominikany za okien autokaru i kolejny szok.Krajobraz prawie pustynny .ogromne tereny porośnięte krzakami trawa i palmami i śmieciami.Na tych terenach pasą się byki.Przejazd przez miasto La Romana i kolejny szok. Brud i ubóstwo i pełno walających się śmieci. Na ulicach tysiące motorów.
Jesteśmy w hotelu Barcelo Dekameron. Przed recepcją wartownicy z bronią w ręku. W recepcji dostajemy klucz do pokoju i bransoletkę na rękę.
Bransoletka ta okazała się przepustką do raju. Mając ją na ręku można było korzystać na terenie hotelu z wszystkiego w dowolnych ilościach, a było z czego.
Raj na ziemi.
RAJ NA ZIEMIWielkie pokoje, (klimatyzacja trochę szumi) wspaniała obsługa. Baseny, przy basenach barek z drinkami gzie miły barman od 10 do 2 w nocy serwował drinki z setek butelek bez ograniczenia ilości ani wielkości. Oj wypiło się tego wypiło. Stołówka z potężna ilością dań a jak komu mało to kucharze na bieżąco przygotowywali ciekawe potrawy. Wieczorem drink na stół i przy basenach schow konkursy nauka tańca czyli wszechobecnego marenqe. W dzień wszystko to przenosiło się do klubu plażowego.
Do plaży również strzeżonej przez wartowników było 200m. Leżąc na leżaku nad błękitnym morzem Karaibskim wszystko to co było w hotelu było też na plaży. Tak więc człowiek się nie nachodził. Jako ze plaża byla strzeżona podręczny dobytek można bylo zostawić na leżaku i udać się na spocer brzegiem morza. Nad wodą kajaki żaglówki sprzęt do nurkowania. (sprzęt motorowy płatny) No i wspaniała grupa animacyjna której zadaniem było uprzyjemniać nam pobyt. Jeśli komuś i tego za mało było mógł korzystać z propozycji sąsiednich hoteli sieci Barcelo. Upoważniała do tego bransoletka.
Zapomniałbym o słońcu które świeciło niemiłosiernie przez cały dzien. Jak już wspomniałem przez pierwszy tydzień było w dzień 26 C drugi temperatura spadła do 30.Wieczorem bez klimatyzacji w pokoju to by bylo piekło.W przewodnikach podają że jest to pora deszczowa. Owszem pada raz dziennie ale nie dłużej niż 5 min. Na terenie hotelu przez cały czas podlewano trawniki. Tak więc dni mijały bardzo przyjemnie a wczasowicze z dnia na dzień upodobniali się kolorem skóry do tubylców.
Jeśli ktoś lubi bardziej intensywny wypoczynek i zwiedzanie ma do wyboru bogatą ofertę dodatkowych (niestety płatnych) wycieczek. Osobiście skorzystaliśmy z dwóch. Do stolicy Santo Domingo i safari po najbardziej typowych miejscach Dominikany. (polecam) Wróciliśmy niesamowicie ubrudzeni i szczęśliwi. Wszystkie te wycieczki mają znakomitą obsługę. Jako za byliśmy anglojęzyczni w śród przewagi niemców mieliśmy do dyspozycji osobistego przewodnika bardzo się starającego umilić nam czas.
Ale niestety za murem inny świat. Świat kontrastów. Smród brud i ubóstwo przeplatane nowoczesnością napływającą tu z USA. Przeciętny mieszkaniec wraz z 5cio osobową rodziną mieszka w domku z drewna 3 na 4m pokrytym blachą i pomalowanym w jaskrawe kolory.
Dolar w miejscach turystycznych nic nie warty. Pamiątki bardzo drogie ale daleko od miejsc turystycznych można za dolara dużo kupić. Uwaga na handlarzy na plaży. Radzę nic nie kupować pierwszego dnia tylko dokładnie zorjentować w cenach.
Ceny wywoławcze nawet w sklepach można zbić o 50 do 80%. Niestety wszystko co piękne też się kończy.
Żal bylo wracać. Podziękowania za pięknie spędzone 13 dni dla obsługi hotelu , dla przedstawiciela biura p.Krupskiego. W niedeługim czasie postaram się rozwinąć niektóre wątki, żeby następni potencjalni wycieczkowicze nie musieli jechać w ciemno tak jak my. Z przyjemnością odpowiem na wszystkie pytania.
e-mail toomasz@kki.net.pl